Menu

Dobra, zmiana!

Tak to widzę...

Mazurskie żeglowanie i relikty IV RP

marcingrochala

To będzie wpis politematyczny.

Na początku chciałbym podziękować mojej Załodze, z którą przepchnąłem (chwilami dosłownie) potężną krypę, jaką jest Tes 32 Dreamer po szlaku Giżycko - Węgorzewo - Mamerki - Grajewska Kępa - Rydzewo - Giżycko. Nie zawsze było to zadanie proste, bo a to za nisko postawili most, a to wiatr puścili nie z tej strony, a to za słabo dokręcili silnik, albo nie umocowali kotwicy do pokładu poxipolem. :) Tak czy inaczej, Załoga przeszła solidny test umiejętności i wróciła z tego rejsu umiejąc więcej, niż jakakolwiek załoga, z jaką żeglowałem wcześniej. Przyczyniła się do tego nie tylko ich szczera chęć zarażenia się żeglarską pasją, ale i trudne warunki pogodowe oraz moja cholernie bolesna kontuzja.

A ile umieją, niech pokażą suche fakty: Położenie masztu: od komendy do pełnego jej wykonania: 50 sekund. Postawienie masztu: 120 sekund. Trzymanie kursu: wszyscy. Samodzielne wykonanie zwrotów: większość. Puszczone fały: 0. Tak trzymać! Wszyscy (!) zadeklarowali też, że piszą się na przyszłoroczny wyjazd. Zatem - jak sami widzicie, było super! Niech żałują nieobecni!

Dla niewtajemniczonych w tym miejscu poglądowe zdjęcie "naszego" Tesa 32:

Tes 32 Dreamer BZS 351

 

Teraz pora na polityczno - refleksyjną część mojego wpisu. Z obu powodów informuję, że lektura dalszej części przez tych, którzy sympatyzują z tak zwanymi instytucjami konserwatywnymi w Polsce, odbywa się na ich odpowiedzialność.

Mija równe pięć lat od chwili, kiedy Jarosław Kaczyński ogłosił najbardziej pozytywną rzecz, jaką pamiętamy z jego rządu: wywieszenie białej flagi i wybory. Możemy się spierać (ach, jakie to polskie), czy Polska poszła po tym radosnym dniu w kierunku idealnym, czy tylko w dobrym, ale każdy metr płaskiej jak w Niemczech autostrady, każdy wypełniony młodzieżą orlik i każda międzynarodowa nagroda dla polskich działaczy oraz spot Romneya, który szczyci się poparciem Polaka, pokazuje, że na pewno nie w złym.

I teraz będzie coś, czego zapewne niewielu się po mnie spodziewa: Ostra krytyka obecnego rządu!

Z średniowiecznych rządów PiS, LPR i Samoobrony przeciętny Polak, jako tako otaksowany z historią najnowszą, zapamiętał właściwie tylko cztery rzeczy:

1. Infantylną "mocarstwową" politykę wobec Rosji (embargo na nasze produkty boleśnie dotknęło wówczas eksporterów)

2. Wykorzystywanie przez Polskę do granic swoistego liberum veto, jakie nam przysługiwało w sprawie Traktatu Europejskiego

3. Idiotyczne umilitarnienie szkół mundurkami

4. Od cholery (13) dni, w które nie zrobimy normalnych zakupów.

O ile pierwsze trzy problemy udało się dość szybko bądź rozwiązać, bądź, jak mundurki, umarły śmiercią naturalną, o tyle problem dni bez zakupów jest problemem wielowarstwowym i palącym. Jest to jednocześnie - jak wykażę w dalszej części wpisu - problem prosty do rozwiązania. A sprawa jest o tyle istotna, że kolejny taki dzień... JUTRO (jeśli, drogi Czytelniku nie kupiłeś pieluch, jedzenia, żwiru dla kota, i/lub np papierosów, zrób to co prędzej, bo czeka Cię dzień postny, głodny, a może i obsrany).

W pozornie świeckim Państwie, pozornie świecki rząd pozwala na całkowite manipulowanie trzynastoma dniami (4% roku) przez jeden z kościołów. Za nic ma konstytucję, gwarantującą równość obywateli. Jak bowiem obronić konstytucyjną równość, kiedy o tym, czy danego dnia sklep może być otwarty, czy nie, decyduje liczba jego pracowników lub fakt, że jest on stacją benzynową? Gdzie jest konstytucja, kiedy cwani osiedlowi sklepikarze i właściciele stacji robią sobie w takie dni żniwa, podnosząc ceny podstawowych, spożywczych produktów, jak chleb, czy mleko, o kilkadziesiąt procent? Gdzie jest konstytucja, kiedy w imię świąt związanych z jednym kościołem, dyskryminowani są wszyscy, którzy jego wiary nie podzielają?

W takich dyskusjach tak zwany Kościół Katolicki w Polsce chętnie zasłania się demokracją (to trochę tak, jakby kot stawał się największym przyjacielem psa i myszy w jednym), oponując, że przecież ponad 90 procent Polaków jest ochrzczonych w KK, zatem są katolikami i na pewno podzielają taki zakaz. Diabeł - ten kościelny - tkwi jednak w sposobie zadawania pytań. Pytam zatem retorycznie: Jaki procent ludzi podziela "wiarę" KK na tyle, by kościół odwiedzać co niedzielę i w tak zwane "święta nakazane"? Jaki procent ludzi wierzy w bezśmiertne wniebowzięcie Maryi, na pamiątkę którego jutro w markecie pocałujemy klamkę? Jaki procent ludzi uważa, że wyzysk klientów pod egidą prawa jest chrześcijański?

A teraz chcę pokazać sposób, jak można to zrobić cywilizowanie:

Wydłużmy przysługujący pracownikom urlop do 30 dni. Jeśli jest to niewykonalne z punktu widzenia budżetu państwa, proponuję tymczasowe rozwiązanie zastępcze: Uznajmy, że każdemu pracownikowi, poza ustawowym 26-dniowym urlopem, należy się dodatkowo 13 dni wolnych (bo przecież rzekomą troska o "wyzyskiwanych pracowników supermarketów" zasłaniali się ustawodawcy i bezczelnie lobbujący ich KK). Sumieniu ustawodawcy i sejmowym prawnikom pozostawiam, jak przepchną przez konstytucję, by te dodatkowe 13 dni wolnych przysługiwało, jak obecnie, tylko pracownikom handlu, a nie dotyczyło pozostałych. Skoro jednak można było przepchnąć obecne przepisy, da się to zrobić również tak, jak piszę. I skoro przy obecnych przepisach budżet to uciąga, to uciągnie i przy mojej propozycji, bo ilość przepracowanych dni się nie zmieni.

Teraz te dodatkowe 13 dni wolnych każmy pracownikom deklarować zawczasu, np w grudniu na cały przyszły rok. Ci, którzy popieraja wiarę biskupów, wezmą sobie wolne w Boże Narodzenie, Wielkanoc, Boże Ciało, Wniebowzięcie, Wniebowstąpienie, Wniebowessanie, Zielone i inne Kolorowe Świątki. Ci, którzy obchodzą inne święta (Wśród nich inne niż Rzymskie wyznania Katolickie, o których tak zwany Kościół Katolicki chętnie zapomina - np. Grekokatolicy), wyznaczą sobie te dni wolne na inne terminy. Dlaczego zmuszamy Grekokatolików, żeby Boże Narodzenie obchodzili wtedy, kiedy Rzymskokatolicy? Dlaczego Żydzi, dla których 25 grudnia nie jest żadnym szczególnym dniem są zmuszeni tego akurat dnia do podporządkowania się katolikom, a w inne dni, np Święto Paschy zmuszani wbrew swojej religii do pracy? Ci którzy nie wierzą w nic, wykorzystają sobie te dodatkowe 13 dni na urlop z rodziną. I też świat się nie zawali. Jest tylko jedna instytucja niezainteresowana takim rozwiązaniem: Ta, która utraci wpływy i "Rząd dusz". Bo nagle okaże się, że wcale nie trzeba zamykać supermarketów w kościelne święta, bo wbrew terlikowym i pośpieszalnym farmazonom, chętni do pracy w te dni się znajdą.

Uroczyście oświadczam: W kolejnych wyborach zagłosuję na partię, która zaproponuje podobne do mojego rozwiązanie, choćby był to Ruch Palikota, Unia Polityki Realnej, czy Polska Partia Przyjaciół Wódki z Zakąską. Bo jako patriota jako najwyższe dobro stawiam konstytucję, gwarantującą równość obywateli.

Tak mi dopomóż Bóg (niech każdy dopowie sobie, który)!

Głupie? Ale moje!

M.

© Dobra, zmiana!
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci